\\ Terra Inc0gnita


| forum | chat |

autor: Argon
Kryształowe Sny

Rozdział I
Każdy jest niewinny


Tangorn szedł spokojnie korytarzem prowadzony przez dwóch strażników. Szedł wyprostowany, z wyciągniętymi rękoma do przodu na których leżały jego rzeczy - koc, miska i kubek. Co chwilę jakiś strażnik go popychał. Tangorn chętnie odwróciłby się i strzelił w mordę strażnikowi, ale teraz to by tylko pogorszyło jego sytuację. A sytuacja nie była za ciekawa...
Tangorn był młodym, początkującym czarodziejem. Właściwie dopiero zaczynał swoją naukę. Studiował na uniwersytecie w Gelham, u starego mistrza Ratersta. Raterst był wymagającym nauczycielem, ale Tangorn bardzo go lubił i szanował. Nie raz zostawał u niego po wykładach żeby porozmawiać o tym i owym. O przyszłości magii, o świecie, o kobietach... W tej ostatniej rzeczy Tangorn miał dużo do powiedzenia. W końcu był bardzo przystojny. Miał dopiero 22 lata, ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu, niebieskie oczy i krótko obstrzyżone, czarne włosy. Nie był dobrze zbudowany, ale tę wadę nadrabiał inteligencją i mądrością. Jednak to wszystko go zgubiło...
Zaczęło się od przysługi. Kobieta, starsza od Tangorna o jakieś 15 lat, poprosiła go żeby dawał korepetycje jej synkowi. Tangorn, może z braku pieniędzy a może olśniony urodą kobiety, przystał na to. Przychodził dwa razy w tygodniu i uczył malucha matematyki, fizyki, podstaw alchemii czy chemii złożonej. Mały błyskawicznie przyswajał wiedzę. Któregoś dnia Tangorn nie zastał chłopaka w domu. Jego matka przeprosiła go i wyjaśniła że pozwoliła dziecku na dzień wolnego od nauki. Zaprosiła go na herbatę, zaczęli rozmawiać...
Tydzień i dwa dni później mieli już romans. Tangorn przychodził na korepetycje a potem zostawał na "herbatce". Matka pozwalała dziecku coraz częściej zrywać się z lekcji, a nauczyciela przyjmowała gorąco. Jednak wszystko co piękne nie może trwać wiecznie. Ojciec dziecka i oczywiście mąż kobiety, okazał się wysoko postawionym szlachcicem. Kiedy dowiedział się że jego żona ma romans z nauczycielem syna, postanowił zniszczyć mu życie...
Tangorn wyrwał się z zadumy. Strażnik znów go popchnął.
-To już tutaj chłopcze - powiedział grubym głosem - Twój nowy dom.
Strażnicy roześmiali się głośno. Młody czarodziej i skazaniec wkroczył do swojego "domu". Domem była cela, dwa na trzy metry, z łóżkiem, jedną półką i wiadrem na odchody. Tangorn usiadł na łóżku. Było już późno. Odłożył kubek i miskę na półkę i przykrywszy się kocem zapadł w głęboki sen...

***

Tangorn zapukał do drzwi ponownie.
-Mistrzu? Mistrzu Raterscie? - zawołał znowu. Nadal nie słyszał odpowiedzi. Tangorn pociągnął za klamkę. Drzwi były otwarte. Czarodziej pchnął je i znowu zawołał:
-Mistrzu? Jest tam pan? - Raterst umówił się z nim, tak jak zawsze, pół godziny po zajęciach. Spotykali się tak od paru miesięcy i rozmawiali długo. Tym razem było coś nie tak. Mistrz jeszcze pół godziny temu umówił się z Tangornem. Nie miał rodziny i wielu znajomych. Co mogło mu wypaść? Tangorn postąpił kilka kroków do przodu. W pokoju panował przeciąg, drzwi zamknęły się za nim. Tangorn podszedł do okna i zamknął je. Za oknem było już ciemno. Zaczynała się jesień, wiatr był coraz chłodniejszy, noce coraz dłuższe. Tangorn odwrócił się od okna i rozejrzał po pokoju. Zauważył że od drzwi do sypialni Mistrza, świeci się światło. Ruszył więc w kierunku sypialni. Otworzył drzwi i zobaczył... ciało Mistrza. Leżał na ziemi, twarzą do podłogi, a z tyłu głowy ciekła mu jeszcze krew. Tangorn dotknął ciała w kark... zimne. Mistrz nie żył. Tangornowi łza pociekła po policzku.
-Gratulację - Tangorn szybko wstał i spojrzał w kierunku głosu. Zobaczył człowieka siedzącego na oknie. Człowiek ubrany był na czarno. Trzymał w rękach zakrwawioną szklaną kulę.
-K... kim jesteś? Co zrobiłeś? Dlaczego? - zaczął pytać Tangorn. Wściekłość i bezradność opanowały jego ciało. Nieznajomy uśmiechnął się.
-Słyszysz muzykę? - zapytał. Zamknął oczy i wsłuchał się w muzykę której nie było. Tangorn stanął osłupiały. Żadne słowo nie chciało wydobyć się z jego gardła. Chciał wołać: "Pomocy, Ratunku!" ale nie mógł. Chciał zapytać "dlaczego?" ale też nie mógł.
-Mam dla ciebie prezent - powiedział nieznajomy otwierając oczy. Rzucił Tangornowi zakrwawioną szklaną kulę - Łap!
Tangorn odruchowo złapał kulę. Spojrzał na nieznajomego a potem na kulę. Była zbita w jednym miejscu. W miejscu gdzie było najwięcej krwi.
-Co to..? - zapytał Tangorn mimo że doskonale wiedział.
-Tym zabiłeś swojego Mistrza - powiedział wolno nieznajomy z uśmiechem na twarzy - Ty morderco.
-Dlaczego? Za co? - zaczął pytać Tangorn. Był w szoku. Nie pojął jeszcze że trzyma w rękach dowód zbrodni.
-Żebyś pamiętał, chłopcze. Pamiętał - nieznajomy wstał z okna i przybrał poważną minę - Nie posuwa się żony bogatego i mściwego faceta.
Morderca uśmiechnął się ponownie. Złapał za szafkę i przewrócił ją z hałasem na podłogę. Kopnął w szafkę nocną, przewracając ją i tłukąc statuetkę która na niej stała. Po chwili skoczył na okno i odwrócił się ostatni raz:
-Bywaj przyjacielu - wysyczał. Po chwili skoczył. Tangorn stał osłupiały. Nie pojmował tego co się stało. Nie obchodziły go pukania do drzwi, wchodzący uczniowie, krzyki. Stał i płakał. W rękach trzymał szklaną kulę.
***

Tangorn obudził się. Cały był zlany potem. Sny i koszmary nawiedzały go coraz częściej. Przetarł ręką twarz i usiadł na łóżku. Spojrzał przez małe okienko z kratami. Zaczynało właśnie świtać. Strażnik chodził od celi do celi i rozdawał jedzenie. Tangorn wstał i wziął miskę i kubek. Zbliżył się do krat. Starszy strażnik właśnie się do niego zbliżał. Tangorn podał mu miskę i kubek i po chwili otrzymał je z powrotem, tyle że już napełnione.
-Smacznego czarodzieju - powiedział strażnik. Tangorn zdumiał się.
-Skąd wiesz że jestem czarodziejem? - zapytał.
-Po biżuterii - uśmiechnął się strażnik. Tangorn zrozumiał. Miał na rękach przyczepione bransolety. Blokowały wypływ magii. Kiedyś się o nich uczył. Nie sądził że pozna je tak blisko...
Tangorn zabrał się do jedzenia. Kubek wody, miska jakiejś papki i kawałek suchego chleba, nic więcej nie składało się na jego posiłek. "Cóż" - pomyślał - "Muszę jeść by nie umrzeć z głodu". Mimo okropnego wyglądu papka nie była taka zła. Znalazł w niej nawet kawałek mięsa.
Po posiłku Tangorn postanowił zwiedzić celę. Mimo że było to niewielkie pomieszczenie, było co oglądać. Na ścianach były wypisane różnorodne wierszyki, zdania i podpisy. Czarodziej, raczej z braku zajęcia niż z zainteresowania, zaczął czytać pierwsze podpisy.
Większość z nich była o wolności, jednak niektóre były o końcu i zapomnieniu. W końcu Tangorn wziął łyżkę i sam wyskrobał na ścianie:

Żyć będę póki Ciebie nie pomszczę, Mistrzu - Tangorn

Czarodziej spojrzał na swój napis i poprawił go jeszcze kilka razy. Potem usiadł na łóżku. "Tyle czasu a tak mało zajęć..." Tangorn zamyślił się. Gdyby miał przyrządy to by napisał jakąś książkę... Przynajmniej by się nie nudził. "Może poprosić strażnika?" - przemknęła mu myśl po głowie. "Czemu nie?" - podpierała pierwszą myśl druga. Tangorn wstał i wyjrzał przez kraty. Ujrzawszy strażnika skinął mu głową. Strażnik, a był nim młody chłopak, rozglądnął się i zbliżył się do celi.
-Czego więźniu? - próbował być groźny.
-Pomyślałem sobie... - zaczął Tangorn - Że miło by było gdybym dostał jakąś książkę albo przyrządy do pisania. Strasznie tu nudno...
Strażnik spojrzał na Tangorna. Był niższy od niego o jakieś paręnaście centymetrów, i młodszy o jakieś dwa lata.
-To jest więzienie! - krzyknął prawie młody strażnik - Masz myśleć o tym co zrobiłeś, a nie czytać książki!
Tangorn zastanowił się. Był na pewno inteligentniejszy od strażnika. Być może zdołałby go podpuścić...
-Postaw się na moim miejscu - Tangorn wymyślił prosty plan - Siedzę zamknięty w celi. Żałuję strasznie mojej winy, ale wszystko mi przypomina to co zrobiłem. Gdybym miał jakieś zajęcie to bym zapomniał o tym...
-Nie masz zapominać! Masz czuć to co zrobiłeś!
-Masz rację. Wina będzie na mnie tak ciążyła że w końcu rozwalę sobie głowę o ścianę. Zgadnij kto mnie będzie musiał sprzątnąć...
Strażnik pobladł lekko. Obejrzał się nerwowo i powiedział cicho:
-Nie zrobiłbyś tego...
Tangorn wiedział że by tego nie zrobił. Nie mógł by się zabić. Zresztą wina na nim tak naprawdę nie ciążyła. Ale zaczynał wariować z nudów, a to był pierwszy dzień. Musiał mieć jakieś zajęcie.
-To tylko kilkanaście kartek, pióro i atrament - zaczął znów przekonywać strażnika - Weźmiesz z gabinetu, nawet się nie zorientują.
Chłopak zastanowił się. Ponownie obejrzał się nerwowo i podrapał po głowie.
-Zobaczę co da się zrobić... - powiedział i oddalił się od celi. Tangorn uśmiechnął się szeroko. Położył się na łóżku. Duma rozpierała go tak bardzo że zapomniał o nudzie. Przeleżał tak pół dnia zastanawiając się o czym może pisać. W końcu przyszła pora posiłku. Ten sam młody strażnik roznosił jedzenie. Tangorn chciał się go spytać o swoje kartki ale nie zdążył. Strażnik bez słowa wcisnął mu mały plik kartek i buteleczkę z atramentem. Na kartkach leżały dwa gęsię pióra. Tangorn podziękował mu śmiechem. Młody strażnik również się uśmiechnął. Podał Tangornowi jedzenie i ruszył dalej. Czarodziej położył na półce zdobyte przybory i zabrał się szybko do jedzenia. "Jedzenie najważniejsze". Po zjedzeniu swojego przydziału papki zabrał się do sporządzania pracowni. Zdjął półkę z haków, na których była zawieszona, i położył na łóżku. Na nich położył pierwszą kartkę, zamoczył pióro w atramencie. Zastanowił się chwilę. "O czym by pisać?" Nic mu nie przychodziło do głowy. Zamknął buteleczkę, wytarł pióro. Odłożył półkę na miejsce. "Co mogę napisać?" - zaczął myśleć - "Może swoją historię? E tam... Urodziłem się, opuściłem dom dla nauki, zamknęli mnie... koniec. Może pamiętnik? Nie... Tu nic się nie dzieje... A może swoje rozmyślania?.... Też nie..."
Tangorn myślał kilka godzin. W końcu się ściemniło, uznał więc że jutro podejmie decyzje. Schował kartki pod materac, butelkę z atramentem położył na oknie. Tak na wszelki wypadek, inni strażnicy mogli się przyczepić. Młody czarodziej po posiłku zamknął oczy i zasnął...

***

Hałas obudził Tangorna. Szybko usiadł na łóżku. Zobaczył strażnika otwierającego celę. Za nim stało dwóch innych. Co dziwne, za nimi stało... łóżko. Tangorn spojrzał za okno. Był środek nocy.
-Co się dzieje? - zapytał strażnika który właśnie otworzył celę - Stało się coś?
-Ano stało się, czarodzieju... - strażnik wyjął kajdany i złapał Tangorna za ramię - Odwróć się.
Tangorn postąpił tak jak mu kazano. Strażnik skuł mu z tyłu ręce i pchnął go pod ścianę. Dwóch innych zaczęło wnosić łóżko do celi.
-Będę miał współlokatora? - zażartował Tangorn.
-Brawo chłopcze, zgadłeś - wysapał jeden z tych co nieśli łóżko - Nie mamy już miejsc więc nowy przyjdzie do ciebie.
-Jaki nowy? - zapytał Tangorn. Trochę się przeląkł. Jeżeli przydzielą mu wielkiego osiłka co będzie się wyładowywał na nim, albo jakiegoś zboczonego napaleńca...
-Zobaczysz rano - podsumował rozmowę strażnik. Inni strażnicy właśnie postawili łóżko i wyszli z celi. Tangornowi zdjęli kajdany i wszyscy strażnicy opuścili celę zamykając ją. Tangorn usiadł na swoim łóżku i spojrzał na nowe łóżko. W końcu znów położył się spać.

***

Obudziło go mlaskanie. Przetarł twarz i zobaczył na przeciwległym łóżku siedzącego gnoma. Gnom, jak gnom, był bardzo niski, miał pulchną twarz, którą zdobiła krótka bródka, i krótkie nogi, którymi nie sięgał do podłogi. Miał, nietypowe jak dla gnomów, długie brązowe włosy związane z tyłu. Gnom siedział na łóżku z miską w ręce i mlaskając zajadał się papką. Mruczał też coś pod nosem, ale Tangorn nie mógł wychwycić ani słowa.
Gnom, kiedy tylko zobaczył że Tangorn go obserwuje, poderwał się gwałtownie z łóżka. Tangorn usiadł szybko. Gnom przyjrzał mu się dobrze, a potem uśmiechnął się szeroko.
-Cześć! - zawołał.
-Cześć... - powiedział Tangorn. Czarodziej próbował ocenić wiek gnoma, ale nie szło mu to najlepiej. Oceniał go na jakieś 100 - 120 lat, ale głos miał niezwykle młody i dźwięczny. Gnom w tym czasie zdjął z półki miskę z papką i kubek i podał Tangornowi. Ten skinął mu głową na podziękowanie.
-Spałeś więc wziąłem ci jedzenie - wyjaśnił gnom - Nie chciałem ciebie budzić. Smacznego!
Tangorn mruknął coś w odpowiedzi, ale nie zabrał się do jedzenia. Gnom usiadł z powrotem na swoim łóżku i z powrotem zaczął jeść swoją porcję. Kiedy dojadł do końca spojrzał na Tangorna. Ten nadal siedział nieruchomo z jedzeniem w ręku.
-Jestem Tlix - powiedział gnom.
-Ja jestem Tangorn... - odpowiedział wolno czarodziej.
-Wiesz, bałem się że będę siedział z jakimś osiłkiem, albo zboczeńcem - zaczął mówić gnom. Tangorn zauważył że gnom mówi niezwykle szybko i właściwie nie potrzebuje towarzystwa do mówienia - Ale cóż, cieszę się że trafiłem na kogoś takiego jak ty. Mamy dużo wspólnego Targornie, wiesz?
-Aha... Dlaczego? - spytał Tangorn. Poczuł jakąś sympatię bijącą od gnoma. Polubił go od razu.
Gnom wstał i podwinął za długie rękawy. Tangorn zobaczył że ma anty-magiczne bransolety, takie jak ma on sam. Tangorn zdumiał się trochę. Był młody i niewielu gnomów - czarodziejów spotkał. Tlix widząc jego zdziwienie uśmiechnął się szeroko.
-Jaki masz stopień zaawansowania? - zapytał Tangorn. Odłożył miskę z papką i pociągnął długi łyk wody. Gnom uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Hehe... Ciężko mi powiedzieć - gnom wstał i zaczął chodzić po celi - Właściwie nie jestem czarodziejem, tylko alchemikiem. My nie mamy stopni... Ale gdyby przełożyć to na wasze to myślę że jakieś... Hmm... Czy ja wiem... Klasa F... Tak chyba klasa F.
Tangorn spojrzał na gnoma niedowierzając. Klasa F była jedną z wyższych klas. On sam należał do klasy B, czyli lekko zaawansowanych. Klasy czarodziei były od A, czyli początkujących, do H czyli mistrzów. Mistrz Raterst był klasy G, czyli gnom był prawie tak dobry jak on.
-Nie wierzysz mi chłopcze? - zapytał gnom nie przestając się uśmiechać - My gnomy żyjemy dłużej od was, ludzi, więc dłużej możemy studiować. Poza tym większość z was wybiera czarodziejstwo zwykłe, jakby alchemia była mniej ciekawa. A nie jest! Tak, tak... Nie wiecie co tracicie! - Tlix spojrzał przez okno - No koniec tego dobrego! Czas na lekturę!
Gnom usiadł na łóżku, sięgnął pod poduszkę i wyciągnął małą książeczkę. Otworzył na pierwszej stronie i zaczął ją czytać.
-Skąd masz książkę? - zapytał Tangorn - Ja ledwo co zdobyłem parę kartek papieru i atrament...
Gnom podniósł wzrok na Tangorna.
-Książkę? Ah, tak... - gnom uśmiechnął się - Zanim założyli mi bransolety udało mi się rzucić Urok na strażnika. Poprosiłem go potem o możliwość zatrzymania książki. Jest dla mnie bardzo ważna.
-Co to za książka?
-Moja własna. Zapiski mojej pracy. Ale teraz daj mi już czytać, muszę koniecznie ją przeczytać!
Tangorn uznał że niestosownie było by przeszkadzać gnomowi więc zabrał się wreszcie do jedzenia. Kiedy zjadł swoją porcję jedzenia wyjął kartki, atrament i pióro i sporządził sobie z powrotem biurko. Tangorn siadł nad papierami i zaczął się zastanawiać co by napisać. Tlix spojrzał na niego zaciekawiony.
-Co piszesz? - zapytał gnom.
-Jeszcze nie wiem. Myślę o pamiętniku, albo czymś takim...
-Po co chcesz pisać pamiętnik?
-Dla zabicia nudy.
-Aha... Jak chcesz. Jak dla mnie szkoda papieru.
-Dlaczego? - zaciekawił się Tangorn.
Gnom odłożył książkę na bok i spojrzał na Tangorna.
-Twoja historia nie jest na pewno ciekawa. No może dwa, trzy epizody zaciekawiły by czytającego. To raz. Dwa - jesteś młody. W końcu dotrzesz do tego momentu w którym się znajdujesz. No i trzy. Nawet gdybyś opisywał każdy dzień w więzieniu, to co byś pisał? "Siedzę w celi, dostaję jeść, siedzę, jem, siedzę, śpię i tak w kółko... Bez sensu prawda?
Tangorn się zastanowił chwilę.
-No prawda...
-Widzisz. Znajdź więc inne zastosowanie dla tego papieru - gnom podniósł książkę i wziął się do czytania.
Tangorn oparł się o ścianę i zamyślił się nad przeznaczeniem papieru. Myślał z godzinę. Nagle go oświeciło.
-Ależ ja jestem głupi! - krzyknął.
-Głupota, ludzka rzecz - skomentował Tlix.
Tangorn wstał i usiadł na łóżku gnoma.
-Tlix, słuchaj... Nie mógłbyś być moim mistrzem? - gnom podniósł wzrok na Tangorna.
-Że co? Przecież mam tylko jedną książkę, parę kartek. I nie możemy używać magii, zapomniałeś? - Tlix podniósł rękę i machnął bransoletą przed nosem Tangorna - Nie ma szans.
-No a jakby robić naukę na sucho? Podawałbyś mi czary, ja bym zapisywał co do ruchu jak się go wykonuje, formułę i ile mocy zużywa. Potem wykułbym się tego.
Gnom spojrzał na niego.
-Czy ja wiem... Niby da się...
-To jak?
-Zastanowię się... Jutro z rana ci powiem. Teraz daj mi czytać - gnom wzrokiem powędrował do książki. Tangorn wrócił na swoje łóżko.
Resztę dnia Tangorn przesiedział w niepewności. Być może nie będzie tak źle. Nauczy się paru czarów, pozna nową sztukę magii, zaczerpnie trochę z wiedzy gnoma. Tangorn rozmyślał do późnej nocy. W końcu zasnął.
***

-Wstawaj chłopcze! - zawołał Tlix. Tangorn otworzył oczy i spojrzał w kierunku gnoma. Ten odbierał właśnie od strażnika porcję jedzenia - Nie śpij Tangorn. Dzisiaj kolejny piękny dzień!
Tangorn usiadł na łóżku i podrapał się po głowie.
-Czemu jesteś taki wesoły? - zapytał gnoma.
-Ah, ty nic nie wiesz? - uśmiechnął się Tlix - Dzisiaj wychodzimy na spacerek i na kąpiel. I wymienią nam wreszcie wiadro - gnom pokazał na stojące w kącie wiadro odchodów - Zaczynało już trochę śmierdzieć, nie uważasz? - gnom usiadł na łóżku i zaczął szybko opróżniać miskę.
Tangorn spojrzał z nadzieją na jedzenie. To samo co wczoraj i przedwczoraj. Papka. Nie rozumiał jak Tlix mógł jeść ją z taką radością. Tangornowi zbrzydła ona już po pierwszym posiłku.
-Jedz, jedz. W samo południe mamy spacerek. Nie możesz powitać świata głodnym! - zaśmiał się gnom.
Tangorn zabrał się do jedzenia. Kątem oka spoglądał na Tlixa. Widać pogodził się już z swoim losem. Zachowywał się jakby wszystko było mu obojętne, a jednak cieszył się z każdej zmiany. Właściwie - cieszył się z wszystkiego. "Może jest po prostu lekko szurnięty?" - zawitała taka myśl do głowy Tangorna. Jednak szybko ją odrzucił. "Na pewno nie. Nie może być."
Tangorn dojadł szybko śniadanie. Tlix już skończył i zabrał się do czytania swojej książki. Tangorn odłożył miskę, pociągnął długi łyk wody i zapytał:
-Co z moją nauką u ciebie?
Tlix spojrzał na Tangorna. Odłożył książkę i wstał. Pogładził się kilka razy po swojej bródce i westchnął.
-Właściwie można spróbować. Tak, tak, czemu nie? W końcu kiedyś znudzi mi się zapamiętywanie mojego dzieła na pamięć - uśmiechnął się Tlix - No dobrze. Jutro z rana zaczniemy. Ułożę sobie dzisiaj jakiś plan nauczania... Tak, tak... Już chyba wiem od czego można zacząć... - gnom pogładził się znów po swojej bródce - Użycz mi paru kartek i pióra.
Tangorn natychmiastowo poderwał się i wyciągnął kartki. Prawie że biegiem podał je gnomowi. Ten spokojnie je wziął usiadł na łóżku i zaczął coś notować. Tangorn chwilę się przyglądał, jednak potem usiadł na swoim łóżku. Obserwował przez chwilę Tlixa. Gnom notował coś, kilka razy zaglądał do swojej książki, gładził się po brodzie. Wyglądał jakby wracał myślami do starych czasów kiedy sam jeszcze się uczył.
Tak zleciał im czas do południa. Równo w południe starszy strażnik zaczął chodzić po korytarzu i bić dzwonem. Gdy więźniowie zbliżyli się do krat powiedział głośno:
-Więźniowie! Trzy razy na tydzień będziecie wypuszczani poza celę! Czas macie od południa do zmroku, czyli dobre parę godzin! W tym czasie możecie albo skorzystać z myjni, albo wyjść na dwór! Jeżeli po zapadnięciu zmroku nie będzie chociaż jednej osoby, to za tę jedną osobę czeka was kara! Kara będzie wybrana przez naczelnika. Życzę miłego pobytu poza celą!
Kilku strażników zaczęło otwierać cele. Kiedy cela Tangorna i Tlixa otworzyła się, Tangorn prawie wyskoczył po za jej obszar. Już czuł się lepiej. Tlix powoli wymaszerował z celi stanął obok Tangorna i zapytał:
-Gdzie wpierw? Spacerek czy mycie?
-Spacerek. Musze odetchnąć świeżym powietrzem. Zobaczyć niebo - Tangorn uśmiechnął się - I to nie przez kraty.
-Możesz się rozczarować chłopcze - powiedział powoli Tlix.
-Dlaczego?
-Zobaczysz.
Tlix ruszył przodem w stronę drzwi na zewnątrz. Tangorn dobiegł do niego szybko.
-Czym mam się rozczarować?
-Naucz się cierpliwości. Masz parę kroków żeby się przekonać.
Wyszli na zewnątrz. Tangorn zaniemówił. Nad więzieniem unosiło się magiczne pole. Było jasnofioletowego koloru, i niebo widziane przez nie również nabierało takiego koloru. Pole co chwilę "strzelało" wyładowaniami. Tangorn postąpił dwa kroki do przodu i rozejrzał się dookoła.
-Ani kawałka czystego nieba... - wyszeptał.
-Spokojnie chłopcze. Jesteś tu raptem parę dni i już popadasz w depresję - gnom mówił bardzo poważnie. Jego głos był inny.
-Ale durny ten świat - powiedział Tangorn - Zamykają ciebie za nic... i nie możesz nawet zobaczyć nieba...
-Niestety...
Zapadła kilkuminutowa cisza. Przerwał ją Tangorn.
-Dziwne... Nie zauważyłem przez okno tego pola...
-Hmm... Właściwie nie zauważyłem... Może przez to że nie sięgam do okna... - Tlix i Tangorn spojrzeli na siebie i wybuchnęli śmiechem.
-A co do pola - powiedział gnom kiedy już skończyli się śmiać - to kończy się na budynku, dlatego nie widać go przez okno.
Tangorn spojrzał na budynek. Pole wyglądało jakby wchodziło za więzienie, a nie kończyło się na nim.
-Skąd to wiesz? - zapytał Tangorn - I skąd wiedziałeś że na zewnątrz jest pole?
-Skąd..? Hmm... - gnom pogładził się po bródce. Usiadł na ziemi i zaczął rysować na piasku - Spójrz. To ja - pokazał na kulkę z parą rąk, nóg, oczami i ustami - A to pole - narysował naokoło "siebie" pole - Teraz spójrz. Pole służy do tego żeby nikt nie mógł go przekroczyć. Działa to na zasadzie odpychania...
Tlix tłumaczył Tangornowi zasadę odpychania pól i wykrywania ich przez dobrą godzinę. Później poszli się wymyć, a kiedy skończyli zapadał zmierzch. Wrócili więc do cel. Na szczęście wszyscy współwięźniowie postąpili tak samo, więc na odprawie nie zabrakło nikogo. Tlix zabrał się do notowania planu nauczania a Tangorn zjadł kolację i położył się spać...

***

Następnego dnia Tangorn obudził się wcześnie. Wstał i spojrzał za okno. Słońce dopiero co wschodziło, była lekka mgła. Padał lekko deszcz, zimny powiew wiatru wpadał do celi. Tangorn wstał i dopił wodę z kubka. Spojrzał na Tlixa. Gnom leżał rozwalony na łóżku. Obok łóżka leżało porozwalane parę zapisanych kartek, a obok nich stała buteleczka z atramentem. Tangorn poskładał kartki, podniósł buteleczkę i położył na półkę. Gnom obrócił się we śnie.
-Fedra... - zamruczał przez sen.
Tangorn zauważył że spod poduszki Tlixa wystaje książka. Zbliżył się cicho do jego łóżka i złapał za kant książki. Pociągnął lekko. Gnom zamruczał coś pod nosem. Tangorn pociągnął jeszcze raz. Udało się. Trzymał książkę w rękach. Już miał ją otworzyć gdy ręka gnoma złapała go za nadgarstek.
-Zostaw - warknął gnom.
-Przepraszam... Chciałem poczytać z nudów...
-A może byś zapytał wpierw? - krzyknął gnom wyrywając książkę Tangornowi.
-Przepraszam... Nie chciałem... - zaczął Tangorn
-Nie! - przerwał mu gnom - To... To ja przepraszam... - gnom uśmiechnął się tak jak miał w zwyczaju - Ta książka jest dla mnie ważna... Rozumiesz? Nie chciałbym żeby wpadła w złe ręce... Kiedyś ci ją dam przeczytać... Ale nie dzisiaj...
Gnom odłożył książkę pod poduszkę. W tej samej chwili strażnik podszedł pod celę.
-Śniadanie! - zawołał. Tlix wstał wziął obie miski i podał strażnikowi. Po chwili podał mu kubki. Kiedy otrzymał wszystko z powrotem i podziękował zbliżył się do Tangorna.
-Jedz - powiedział podając mu miskę - Po jedzeniu zaczniemy naukę.
Tangorn szybko zabrał się do jedzenia. Zauważył że gnom je jakoś powoli.
-Stało się coś? - zapytał
-Nie, nie... - odparł gnom uśmiechając się - Tak tylko się zamyśliłem.
-Wiesz... Mówiłeś przez sen.
-Tak? No cóż podobno to się zdarza... - odparł spokojnie gnom.
-Padło słowo Fedra...
-Ah tak...
-Co to jest?
-Hm... Nie co, tylko kto... To mój były wspólnik... - gnom zamyślił się znowu.
Zapadła na chwilę cisza. Przerwał ją Tangorn.
-Jak tu trafiłeś?
-No cóż... - gnom odłożył na bok miskę i wytarł się rękawem - Jak wiesz byłem alchemikiem. Miałem dwóch wspólników - Fedre i Renda. Fedra i Rend byli braćmi, gnomami tak jak ja. No cóż... Siedzę można powiedzieć przez przypadek. Odkryłem pewien nowy pierwiastek, a było to znalezisko warte kupę pieniędzy. Jednak Fedra i Rend chcieli mnie pozbawić tego znaleziska i przypisać je sobie. W obronie tego znaleziska... hm... zabiłem Fedre... niestety... Biedny chłopak. Rend wraz z swoim wujem - prawnikiem, udowodnili że to ja chciałem ukraść im pierwiastek. Ale i tak nie dostali go. Zniszczyłem wszystkie materiały. Wkurzyli się jeszcze bardziej i mnie posadzili. To tyle.
-Hmm...
-A ty?
-Co ja?
-Za co siedzisz?
-Można powiedzieć - Tangorn uśmiechnął się smutno - Że przespałem się z niewłaściwą kobietą.
Gnom parsknął śmiechem.
-No dobrze młody czarodzieju. Zabierajmy się do nauki...
Gnom rozłożył jedną kartkę i zaczął na niej malować czar. Tangorn pochylił się nad kartką.
-Przecież to Wymiarowy Podmuch! - zdziwił się Tangorn - W życiu się tego nie nauczę. Muszę mieć poziom E!
-Spokojnie chłopcze. Śpieszy się ci gdzieś? - uśmiechnął się gnom.


Koniec rozdziału I

(c) 2001, 2002 by coatFreak