04.11.01 Wieczór. Pada rzęsisty deszcz. Uliczne latarnie nieśmiało rozsyłają promienie, na próżno starając się przebić przez mrok. Chodnikiem przez plamy światła idzie mężczyzna. Przemoknięty płaszcz przylega do ciała krępując ruchy, mokre włosy opadają na czerwone od płaczu oczy. Zalewana strugami deszczu twarz nie wyraża niczego, oczy nie dostrzegają otoczenia. Tylko nogi prowadzące puste ciało podążają pustą ulicą w sobie znanym kierunku tonąc w deszczu i mroku.

***

28.10.01 Słabo oświetlony pokój. Stolik z kwiatami i fotografią obok łóżko, na którym leży kobieta. W jej pierś swą głowę wtulił mężczyzna siedzący na drewnianym krześle. Nie patrzą sobie w oczy, rozmawiają krótkimi urywanymi zdaniami, przerywanymi kaszlem kobiety, który odbija się głuchym echem w pustym pomieszczeniu. Jej twarz naznaczona bólem i cierpieniem jest teraz spokojna, widać, że na coś z upragnieniem czeka. Jedną ręką gładzi mężczyznę po głowie, jakby tą czynnością pragnęła dodać mu otuchy, ukoić jego cierpienie. On spod przymkniętych powiek, w tajemnicy, roni łzy. Trwają tak jeszcze parę minut, gdy nagle ręka kobiety zamiera, po czym bezwładnie opada na brzeg łóżka. Mężczyzna gwałtownie podnosi głowę spoglądając z przerażeniem, choć w kącikach oczu dostrzec można zrozumienie, na twarz kobiet. Pozostaje tak przez chwilę wpatrując się w zmarłą, jakby nadal wierzył, że ona odżyje, zaczerpnie powietrza i uśmiechnie się do niego - nie doczekał się. Gwałtownym ruchem ręki strąca kwiaty wraz z fotografią, by po chwili z niemym krzykiem na ustach opaść na łóżko tuląc się do ciała kobiety. Na podłodze w kałuży wody i w otoczeniu rozrzuconych kwiatów leży ramka z pękniętą szybką. Zza mozaiki szklanych fragmentów dostrzec można fotografię przedstawiającą mężczyznę i kobietę wspólnie obejmujących dwuletniego chłopca.

***

03.11.01 Wczesny wieczór, powoli zapada zmrok. Latarnie, jakby niepewne czy już powinny, starają się ten zmrok przepędzić - bezskutecznie. Mężczyzna wędruje ulicą, mija ciemne i martwe wystawy sklepowe. Pokonuje jeszcze kilka uliczek, po czym wchodzi na teren pogrążonego w nocnej ciszy cmentarza. Zdecydowanym krokiem przemierza alejki by w końcu zatrzymać się przed jednym z nagrobków usytuowanym pod rozłożystym drzewem. Przyklęka, kilkoma ruchami ręki oczyszcza nagrobek z jesiennych liści, po czym prostuje się i z zamkniętymi oczyma modli się lub też rozmawia ze zmarłymi. Spod przymkniętych powiek lecą łzy. Jeszcze raz spogląda na kamienną tablicę a następnie odwraca się i odchodzi niknąc w wieczornej mgle. Nim macki oparów zdołały przykryć nagrobek dostrzec można było wyryty na nim napis: Maria Miron ur. 20.05.1959 - zm. 28.10.2001, Jakub Miron ur. 04.08.1999 - zm. 21.10.2001. Niech spoczywają w pokoju.

***

04.11.01 Deszcz pada z tą samą intensywnością, momentami zdawałoby się, że nawet mocniej, choć wydaje się to niemożliwe. Nie przeszkadza to jednak idącemu mężczyźnie, który w ogóle nie dostrzega otoczenia jak i strug wody dosłownie spływających z niego. Nogi prowadzą go same, twarz oraz oczy nadal puste nie wyrażają niczego. Można by sądzić, że ulicą tą nie idzie mężczyzna tylko nienaturalny wytwór jakiegoś szalonego naukowca, pusta skorupa, lalka pozbawiona sznurków kontrolujących jej ruchy. Idzie prosto przed siebie pokonując kałuże, potykając się o niewidoczne przeszkody i mimo tej pustki nadal utrzymuje równowagę, nie przewraca się, tak jakby nadal istniał ten jeden sznurek trzymany dłonią opatrzności a może czegoś potężniejszego. Przechodząc przez most nagle zatrzymuje się, oczy już trzeźwo patrzące obserwują otoczenie by zatrzymać wzrok na przepływającej w dole wodzie. Na twarzy dostrzec można uśmiech, jednak nie ma on w sobie nic z radości, smutek, mieszający się z nadzieją, widać także w oczach cały czas wpatrzonych w rzekę. Sztywnymi ruchami podchodzi do barierki, przekłada nogi by po chwili znaleźć się po drugiej stronie. Jeszcze tylko ręce kurczowo zaciśnięte na metalowej poręczy powstrzymują ciało przed rzuceniem się w odmęt. Nie trwa to długo. Najpierw jeden palec, po chwili już wszystkie odklejają się od zimnego metalu. Grawitacja już niczym nie powstrzymywana ściąga mężczyznę w dół. Wśród padającego deszczu usłyszeć można było tylko ciche pluśnięcie, gdy mężczyzna wpadł w objęcia rzeki.

***

"Człowiek nie może żyć nie wiedząc, po co żyje"
Gustaw Herling Grudziński "Inny Świat"

XaRaF

 
(c) 2001, 2002 by coatFreak