Witch Hunt


Hakatri wyjęła nóź i po cichu podkradła się od mężczyzny. Poderżnęła mu gardło wbijając nóż po sama rękojeść. Nie lubiła mężczyzn. Zawsze jej tylko przeszkadzali w dążeniu do celu. Przeszukała pospiesznie jego rzeczy z nadzieją znalezienia czegoś przydatnego. Niestety szczęście jej nie sprzyjało. Znalazła tylko trochę sera i kilka miedziaków. Cóż - pomyślała lepsze to niż nic. Zebrała szybko cały swój dobytek i schowała w jukach zdobycznego konia. Jemu już i tak się nie przyda- mruknęła do siebie spoglądając na groteskowo wykrzywione ciało martwego mężczyzny. Dosiadła deresza i ruszyła szybkim kłusem. Musiała się spieszyć Razjel i jego pościg był blisko... zbyt blisko. Pogoniła konia.
Wiatr szarpał jej włosy. Gałęzie zahaczały ubranie. Gnała jak oszalała. Kurz sprawiał iż łzawiły jej oczy a zmęczone ciało krzyczało z bólu niemalże słyszalnie. Zbliżała się noc, następną noc w tym przeklętym lesie. Musi jechać jak najdalej uciec stąd. Daleko najlepiej za granice królestwa na północ tam powinna znaleźć spokój i mniej uprzedzeń. Spokój ... jak to pięknie brzmi.... kiedy to ostano zaznała spokoju. Nagle zaczął padać deszcz. Padał obmywając jej twarz a jego krople mieszały się ze łzami wspomnień.
Koń grzązł w błocie a oplatająca ich ze wszystkich stron ciemność nie pozwalała dalej jechać. Zatrzymała się w miejscu osłoniętym dwoma głazami. Spętała konia i ułożyła się do snu. Ten jednak nie chciał nadejść. Każdy odgłos rozpraszał, każdy szum drażnił i doprowadzał do szalu. Czy pogoń jest blisko... trzask ... czy to tylko zając... szum liści ..czy może nie ? Czy w mroku nocy kryje się śmierć.
Z głębi lasu rozbrzmiewał szaleńczy śmiech Hakatri mieszając się z deszczem. Zamilkł przemieniony w szloch. Zasnęła w końcu otulona szponami zimnego wiatru i samotności. Zapomnienia ogarnęła jej umysł.
Następny dzień w pogoni za wolnością za życiem a przecież wiedziała jak się to skończy .. jak musi się to skończyć. Wiedziała a jednak ta iskierka nadziei nadal się tliła dodając zapału do ucieczki. Odpowiedz nadeszła szybciej niż by chciała. Zaskoczyła ja w pól myśli.
Koń nagle zahamował. Rżenie, stukot kopyt i upadek. Dziwnie miesza się z błotem w którym wylądowała. Przed oczyma zatańczyły jej końskie nogi. Ktoś zbliżył się do niej nim zdążyła się pozbierać. Kopnięcie w brzuch. Hakatri padła ryjąc twarzą w błocie. Ból. Ktoś złapał ja za włosy i pociągnął. Chciała cos szepnąć .. cos powiedzeń lecz nie mogła wydobyć z siebie głosu.
- Uważaj wiedźma chce cos powiedzieć!.... jeszcze cię przeklnie. - cios w twarz. Szarość .. rozpacz... tylko jedno zaklęcie... tylko jedno.. skup się. Myśli kołacza się bez ładu. Uciekają... bezład i rozpacz. Ciągną ja ... do niego. On tam jest stoi i czeka.
Hakatri ostatkiem sił coś wyszeptała. Mężczyzna zawały i puścił ją. Drugi odskoczył. Wyjął miecz i zastygł w oczekiwaniu.
- Zostaw sam się tym zajmę - wiec przybył... Razjel - To moja sprawa ... nasza sprawa.
- Niechaj będzie Imperatorze jak sobie życzysz ..lecz uważaj to wiedźma.
Razjel spojrzał na niego. To było długie zimne spojrzenie poczym wybuch śmiechem, pustym śmiechem.
- Wiem głupcze dlatego ja ścigamy.
Poczym podszedł do Hakatri. Pociągnął ją zmuszając do klęknięcia. Ujął za podbródek niemalże z czułością. Odgarnął włosy pozwalając opaść im bezwładnie na boki. Na początku próbowała się wyrwać lecz szybko dała za wygrana. To nie miało sensu... on był silniejszy, o wiele silniejszy. Spoglądał jej w oczy... to zimne hipnotyzujące spojrzenie niebieskich oczu ... co tez ona w nim widziała. Wyjął nóż. W gładkim ostrzu obiły się promienie słońca na chwilę odbierając jej wzrok.
- Jesteś wiedźmą - przemówił pustym, oficjalnym głosem - Prawo naszego królestwa nakazuję cię zabić.
Czuła jego oddech, jego drżenie. Wyczuwała niepewność... wąchanie. Na wykrzywionej bólem twarzy ukazał się uśmiech. Uśmiech człowieka, któremu już nie zależy. Hakatri się śmiała.

- Za zdradzona miłość - wyszeptała ni stąd ni zowąd. Poczym łagodnie pozwoliła wbić się sztyletowi. Zacharczała. Krew plamiła soczysta zieleń wiosny. Padła na ziemie u jego stóp wijąc się w konwulsjach. Ostania jej myślą było "Miłość to zdradliwa dziwka nigdy nie zakochuj się w magu" a potem nadszedł spokój.

Jest taka polana... w Zimowym Lesie ... podobno zaklęto na niej ogromną moc. Wiedzmy przechodzą tam swój chrzest. Polana ta nazywa się ....

Panthera

 
(c) 2001, 2002 by coatFreak