Spoleczenstwo niedoinformowane


Ludzie, chwile po poznaniu mnie, gdy rozmowa zejdzie na muzyke czesto pytaja sie czy jestem satanista. Czasami odpowiem ze nie, a czasami zapytam sie czy wygladam jak satanista. O ile w drugim przypadku czesto slysze ze wygladam (mam dlugie czarne wlosy, ubieram sie czarno, chodze nieogolony no i slucham metalu :), o tyle w pierwszym przypadku pytajacy zazwyczaj wypytuje sie dalej czy jestem ateista. Ku jego zdziwieniu odpowiadam ze tez nie. Wtedy taka osoba czesto jakby dla potwierdzenia swojego mniemania pyta czy jestem katolikiem, i oczekuje potwierdzenia. Spogladam jej w oczy i twardo ale spokojnie mowie 'Tez nie.'
Kompletne zaskoczenie.Czasami mozna w oczach dostrzec takze lekkie przerazenie. Po chwili pada pytanie 'To kim?'

Raz czy dwa mozna ludziom odpowiedziec, ale pozniej sie juz nie chce i taka sytuacja jest troche irytujaca.
Przecietny mlody czlowiek nie interesuje sie religia. Tak przynajmniej jest w polsce (bo w iraku pewnie nie ;) Jego to po prostu nie obchodzi. Wiekszosc mlodych katolikow nie odroznia katolicyzmu od chrzescijanstwa. O protestantyzmie slysza gdy IRA podlozy bombe, a o swiadkach Jehowy gdy ci zapukaja do drzwi. O prawoslawiu wie tyle ze jest w rosji... a o chrzescijanswie wiedza tyle co wyniosa z katechezy.
Co ciekawe, to wiekszosc takich katolikow deklaruje ze sa katolikami, pomimo ze nie maja o nim zadnego pojecia. Dobrze ze przynajmniej czesc z nich nazwie sie 'wierzacy ale nie praktykujacy'.

Jednak ten esej jest o tych wczesniejszych i do nich powrocmy. Przecietny katolik chodzi do kosciola by spotkac sie ze znajomymi. Nie slucha, tylko rozmawia lub mysli o czyms innym. Nawet nie zdaje sobie sprawy, ze msza to rodzaj rytu na czesc istoty ktora czci. Podobnie jest ze swietami, ktore traktuje jako czas wolny od pracy lub nauki. On nie rozumie idei chrzescijanstwa. Nie rozumie nawet idei religii jako takiej. Dlaczego tak jest?
Byc moze dlatego, ze od dziecka wpajano mu ze to dobrze byc katolokiem, nawet nim trzeba byc. Nie przykladano sie by dziecko zrozumialo religie. Chciano je nauczyc religii. Oczywiscie mozna by o to oskarzyc rodzicow, ale oni sa tacy sami jak ich dzieci. Wydaje sie, ze wina wiec lezy w kaplanach. Nie do konca.
Czlowiek do religii musi dojsc sam. Inaczej bedzie tylko bezmyslna marionetka. Kilkanascie lat temu w polsce zapanowala moda na katolicyzm. Ludzie w tym czasie nagle nazwali sie katolikami i tak zaczeli wychowywac swoje dzieci. Dzieci jednak niewiele rozumialy. My bylismy tymi dziecmi.

Nic nie wiedzielismy o sensie religii. Czesc jednak chciala zapelnic dziory miedzy nauczeniem a zrozumieniem religii. Jednak wiekszosc byla na tyle leniwa, ze te dziory zapelnila swoimi wymyslami. Moja nauczycielka gegry w ogolniaku, na jednej z lekcji o religiach na roznych kontynentach, opisujac azje rzekla, ze 'w chinach jest ateizm a w tybecie buddyzm. Buddyzm byl zalozony przez Budde. Budda byl ateista. Ludzie czcili go bo byl wspanialym wojownikiem.'

Czy jednak warto cos zmieniac? Z jednej strony troche irytujace jest zachowanie takich pseudokatolikow. Z drugiej strony, to czy warto im otwierac oczy 'na sile' skoro oni sami tego nie chca?

bOOmeros

 
(c) 2001, 2002 by coatFreak