Mieso


- No i co sadzisz o tej bluzeczce?
- Idealna kochanie. Zaraz, zaraz... obroc sie prosze. No nie... spojz no tylko...
- No faktycznie. Musialabym zmienic buty. Zupelnie nie pasuja mi do tych paseczkow. Hmm... a co sadzisz o tej?
- E tam. Szkoda czasu... O zobacz! Moze ta? Przymiez slodziutka.
- I jak? Ta pasuje, prawda?
- No skarbie. Teraz to Andrzejek sam na ciebie poleci, a nie ciagle tylko te grzyby i grzyby...
- Wezmiemy ta. Sama widzisz. Mieszkam tuz nad sklepem a nawet czasu nie mam by sobie cos kupic.
- Ja z Markiem mam tak samo. Przylazi z pracy i tylko jesc a potem przed telewizor. Wlasciwie to ty masz nawet lepiej. Andrzej to przynajmniej cie do tego lasu wyciagnie.
- 42 zlote.
- Do lasu? A na co mi... 42? Jeszce 2... o prosze.
- Dziekuje.
- O czym to ja? A! Do lasu?!? Jakby ci przyszlo wstawac o 4 rano co kazda niedziele to bys przestala byc z tego taka zadowolona. Czlowiek caly tydzien haruje to raz by sie wyspac chcial.
- No kochanie, bez przesady. Ja ciegle siedze na tym osiedlu. Juz mi sie tu nudzi. A nie moglabym sie raz z wami zabrac?
- Skoro wstaniesz tak rano to bardzo chetnie. Andrzej i tak lazi caly czas z przodu wpatrzony w ziemie a ja wloke sie za nim. Najchetniej to bym tam zasnela. Wiesz co? Chyba nawet raz tak zrobie. Po prostu nagle przewroce sie i zasne. Ciekawe czy wogole by to zauwazyl. Watpie.
- No nie przesadzaj, chyba tam co chwila odwraca sie by na ciebie spojzec?
- A gdzie tam. Tylko grzyby i grzyby. Jakby mnie tam wilki napadly to pewnie tez by tego nie zauwazyl. A pomyslec ze 20 lat temu byl taki romantyczny... Ach... Te spacery po lesie... I och... nie tylko spacery.
- Hihi zlociutka. My z Markiem kiedys chodzilismy do kina wieczorami, a teraz tylko on gapi sie w telewizor a ja gary myje. Warchol jeden. Taki z niego pozytek ze pieniadze do domu przynosi.
- I dywan wytrzepie.
- I samochod umyje.
- I wlasciwie to tyle.
- No wlasnie. Wez drzwi bo ja rak nie mam. No ale tak wracajac to bym z checia jutro pojechala z wami. Poczekaj chwilke. Albo ty idz do siebie a ja zaniose zakupy do kuchni i zaraz przyjde ci pomoc.

***

- Az taki duzy?
- A ty co? Pierwszy raz swiniaka widzisz?
- Ja alez skad?
- Normalny swiniak. Mowialm ci przeciez ze tata rano przywiozl.
- Mowilas, mowilas. A bezpiecznie w takim lesie to tak rano?
- A dlacezgo ma byc niebezpiecznie? Oczywiscie ze bezpiecznie. Wez podaj mi tasaka. Widzisz w lesie to rano mozna najwyzej innego grzybiarza spodkac, albo mysliwego czasami. Ale tak to bezpiecznie. Skaranie boskie. Przytrzymaj tutaj a ja mocniej wbije.
- No widze ze twarde gnaty ma prosiak.
- Twarde nie twarde i z nim sobie poradze. Nie jednego juz podziabalam. Najgozej o tutaj, bo... O tak. I jeszcze raz. Ech... No raz to potracilismy pijanego.
- Pijanego? Potraciliscie? Co tez ty mi mowisz! Kiedy?
- Nie mowilam ci? A juz wiem!!! To bylo jak wyjechalas na ta wycieczke z pracy. No dwa tygodnie cie nie bylo i pewnie dlatego zapomnialam...
- No mow, mow. I co? Mocno?
- Mgla byla wielka... i jeszcze raz... wogole go widac nie byl a na dodatek nagle wyskoczyl. Ja sie akurat w bok patrzylam. Nagle Andrzej zaczal chamowac. Patrze a on jakis taki przerazony. I nagle LUP!!! Najpierw w maske a potem w szybe i w dach. Cala szyba poleciala na nas.
- O moj Boze!
- Ale cicho. Dobrze ze zdazylam oczy zamknac. Najgorzej mial Andrzej bo to po jego stronie.
- Po jego stronie?
- No mowie ci. Po jego stronie. Facet szedl srodkiem ulicy i butelke jeszcze niosl po winie bo jak udezyl w szybe to do srodka wleciala i na tylnim siedzeniu wyladowala. Cale siedzenie mielismy zachlapane. Wyobrazasz sobie? Jeszcze teraz nawet jak powachac to smierdzi.
- No tez z tymi pijakami. Powinni ich wszystkich pozamykac!
- Zatrzymalismy sie i panika. No rece to nam sie po prostu trzesly. W koncu jakos razem wysiedlismy.
- I co? I co?
- Masakra. To tak, jak pokazywali zwloki w Izraelu. Zmasakrowane.
- O Boze...
- Uff... Zmeczylam sie. Zabic swiniaka to facet potrafi, ale podziabac go na czesci i wypatroszyc to juz kobieta musi.
- Wlasnie. Oni by tylko jedli. I nawet pozmywac po sobie nie potrafia.
- No i wiesz, tak wyszlam i stanelam. Andrzej to samo. Facet doslownie zmasakrowany. Twarzy to wogole nie mial, kawalki skory z glowy ciagnely sie gdzies przez 2 metry po asfalcie. Az zwymiotowalam. No obrzydliwy widok.
- O napewno. Ja nieboszczyka to tylko w kostnicy widzialam i nie mam zamiaru wiecej ogladac. Istne okropnosci.
- O tak. Pamietam ze jedna reke to mial calkiem odlamana. Cala dlon to tylko na cieniutkim fragmencie skory obok lezala. A Andrzej tylko stal i nie wiedzial co robic. Moglby przeciez mnie odwrocic czy zaslonic. Na takie okropnosci patrzec musialam. I wszedzie krew. Cala kaluza. O nie! No zobacz. Zachlapalam sobie krwia twarz. Znowu musze sobie makijaz zrobic. No to oddziabie jeszcze te nozki to ci je dam.

bOOmeros Odrodzony

 
(c) 2001, 2002 by coatFreak