\ Terra Inc0gnita
\


| lista GPG | forum | chat |
Opis postaci:
"Przygody detektywa JB" to przygoda detektywistyczna w krzywym zwierciadle w świecie bliżej nieokreślonym i w czasach względnie współczesnych (ale nie ma telefonów komórkowych), aczkolwiek również dokładnie nie wiadomo jakich. Bohaterem jest Bond, John Bond - i lubi on to podkreślać :). Zapraszam do gry.
Ps. Świat się powoli dookreśla - J.B. jest mieszkańcem USA.
Ps 2. Humor absurdalny.
Ps 3. Nie znam rosyjskiego, a słowniki internetowe są jakie są. Więc i efekt jest, jaki jest :-)


Nowy wpis:
Jestem kozak jakich mało i nie wstydzę się zaryzykować dla dobra sprawy. Tak się składało, że w pobliżu znajdował się sklep z erotycznymi gadżetami, a zaraz obok wielobranżowy. Kupiłem maszynkę do golenia, lakier do włosów, kosmetyki, seksowne ciuchy i kilka innych gadżetów. Pospiesznie ogoliłem się i przygotowałem w toalecie, po czym przyjrzałem się sobie z zadowoleniem. No! Nowa fryzura, mocny makijaż, lateks i szpilki uczyniły ze mnie całkiem niezłą laskę. Byłem pewien, że nikt się nie połapie.
Był środek nocy, gdy zacząłem wdzięczyć się przed wejściem do wieżowca, chcąc zwrócić uwagę ochroniarzy. Jeden z nich podszedł i wpuścił mnie do środka.
- Chodź ze mną. Prezes czeka – powiedział, po czym wymruczał jeszcze – stary zboczeniec…
Zamurowało mnie. Przecież nie odezwałem się nawet słowem! Wychodziło na to, że prezes NAPRAWDĘ oczekiwał prostytutki.
Gdy przechodziliśmy obok pozostałych ochroniarzy, jeden z nich skrzywił się z obrzydzeniem. Drugi jednak puścił mi oko i oblizał się obleśnie.
Ruszyliśmy w górę windą. Towarzyszył mi ochroniarz, była to jednak tylko drobna niedogodność. Obezwładniłem go kopniakiem w jaja i poprawiłem ciosem w szczękę. Wysiadłem na 13. piętrze i wywlokłem za sobą ochroniarza. Z braku innego pomysłu poczęstowałem ochroniarza jeszcze kilkoma kopniakami. Potem, wyciągnąwszy z torebki trampki, ruszyłem na poszukiwania.
Zaskoczyłem Elliota Browna, gdy w pośpiechu pakował do torby jakieś dokumenty.
- Witam panie Elliot, przysłał mnie agent Cameron.
Naukowiec niemal zszedł za zawał, tak go zaskoczyłem, jednak szybko doszedł do siebie. Na jego zszokowane spojrzenie odpowiedziałem zmieszany: „Jestem incognito…”
Rozpocząłem rozmowę i szybko poznałem przyczyny pośpiechu Elliota.
- Prezes oszalał. WC pracuje nad narkotykami bojowymi, zwiększającymi agresję, siłę i odporność żołnierzy. Specyfik okazał się jednak mieć efekty uboczne i prace przedłużyły się. Armia chce anulować kontrakt, oskarżając prezesa o zmarnotrawienie na nieudane badania dziesiątek milionów dolarów. WC jest pod murem i prezes postanowił natychmiast przejść do doświadczeń na ludziach. Aby grupa była reprezentatywna, chce zatruć jedną z miejskich stacji uzdatniania wody!
To były naprawdę przerażające wieści. Co zrobić, pomyślałem. Zgodnie z informacjami Browna, laboratoria były na poziomach pod ziemią. mogłem spróbować dokonać sabotażu. Z drugiej strony, mogłem też załatwić prezesa, urzędującego na szczycie wieżowca. Jak myślisz, co wybrałem?

Co dalej?
wybierz tresc opcji
Ruszyłeś do laboratorium celem dokonania sabotażu?
Postanowiłeś załatwić prezesa WC?
Dałeś buziaka z języczkiem Elliotowi (wczuwając się w rolę) i zdałeś się na jego decyzję?

Jezeli chcesz dostawac informacje o kolejnych wpisach tej rozgrywki GPG, podaj swoj email. Aby nie dostawac juz powiadomien, ponownie podaj swoj email w tym miejscu.

Poprzednie wpisy

Terkoczący dźwięk automatu i brzęk pękającej szyby poprzedziły krzyki agentów i klientów pubu. Przywarłem do ziemi, gdy tymczasem moi rozmówcy, trafieni serią kul, upadli, przewracając stolik.
Diego Cameron runął na podłogę tuż obok mnie. Jego gasnące oczy znalazły się na wprost moich. Wyrażały niedowierzanie i rozpacz. Na mój widok coś w nich się pojawiło… agent sięgnął ręką ku kieszeni i wydobył z nich kartkę. Potem wydał ostatnie tchnienie.
Pisk opon oznajmił, że samochód, z którego oddano strzały, odjechał. Ostrożnie się podniosłem. Sprawdziłem kieszeń Camerona.
Na małej kartce zapisano tylko kilka słów: „13. piętro WCenter. Mam dzisiaj nockę. Elliot Brown.”.

Wkrótce pojawiła się Policja. Ja nie miałem jednak czasu, aby składać wyjaśnienia, więc w międzyczasie się ewakuowałem.

Udałem się wprost do mieszkania. Musiałem to wszystko przemyśleć. Stwierdziłem, że najlepiej będzie myśleć w komfortowych warunkach, dlatego kupiłem dwie kraty piwa.
Już przed drzwiami spotkałem dozorcę budynku, pana Levisa.
- Ej, panie Levis, pomoże mi pan? W kieszeni płaszcza mam klucz – drzwi trzeba otworzyć.
Pan Levis był pomocnym jegomościem, jak zawsze. Gdy ja trzymałem kraty piwska, on wziął klucz i zaczął otwierać drzwi.
Błysnęło i huknęło.

Odzyskałem przytomność, wciąż trzymając piwo. Leżałem na korytarzu, a w uszach piszczało mi niemiłosiernie. Wszystko zasnuwał dym, płomień buchał z otwartych drzwi do mojego mieszkania. Levis rozsmarowany był na ścianie naprzeciwko.
Zwymiotowałem.

Wyczołgałem się z kamienicy, ciągnąc za sobą jedną kratę piwa. Drugiej nie dałem rady.
Z trudem dotarłem do samochodu i wpełzłem do środka. Odjechałem.

Kilka godzin później, popijając piwo, obserwowałem z samochodu WCenter. To najwyższy i najnowocześniejszy budynek w mieście, siedziba WestCorp. Było już koło północy i wieżowiec był niemal opustoszały, lecz na niektórych piętrach wciąż paliły się światła. Rozświetlone były również okna na trzynastym piętrze, gdzie pracował Elliot Brown. Kim była ta osoba? Najpewniej informatorem Camerona. Musiałem z nim porozmawiać.

Śmierć Philipa Smitha mogła być wywołana jakimiś zupełnie przypadkowymi czynnikami. Ale teraz wykonano egzekucję na agentach i próbowano zabić mnie. WC chciało wyeliminować wszystkich, którzy węszyli wokół korporacji, nie przejmując się kosztami. Dlaczego byli aż tak zdesperowani? Co ukrywali? Teraz była to już sprawa osobista. Nie mogłem i nie chciałem odpuścić. Ja albo oni. W końcu jestem Bond, John Bond.

Po pierwsze, trzeba było dostać się do Elliota. Tylko jak? Wiesz co wymyśliłem? Spróbuj zgadnąć…

tresc opcji glosow %
Wykorzystałeś znaną sztuczkę z dostawcą pizzy? 4 44,4
Przebrałeś się za prostytutkę i próbowałeś przekonać ochronę, że zadzwonił po ciebie sam prezes? 4 44,4
Podszyłeś się pod agenta FBI, posługując się odznaką, którą zabrałeś umierającemu agentowi Cameron? 1 11,1
Przebiłeś się samochodem przez szerokie drzwi wieżowca i wykończyłeś z pistoletu ochronę? 0 0,0
Udawałeś, że jesteś pracownikiem, który wrócił się, bo czegoś zapomniał? 0 0,0
suma: 9 100 :c)


Patrzcie, to John Travolta! – krzyknąłem, wskazując na drugi koniec knajpy.
Powstał harmider, ludzie wstali, wszyscy spojrzeli w tamtą stronę. Na twarzach bywalców niedowierzanie mieszało się z nadzieją. Spojrzeli nawet agenci. Kiedy ponownie odwrócili się w kierunku naszego stolika, pochylony przemykałem już do tylnego wyjścia. Agenci zakrzyknęli, rzucili się za mną, zrobiło się zamieszanie. Ja jednak wypadłem już na zewnątrz i ciemnymi zaułkami uciekłem w miasto.

Noc spędziłem w motelu. Rano postanowiłem jednak, że wrócę do mieszkania. Kurcze, wszak jestem Bond, John Bond! Nie boję się ani WC, ani FBI, ani innych kosmitów. Poza tym, czekałem na ważną przesyłkę – babcia co miesiąc przesyłała mi pocztą trochę gotówki, wiedząc, że cienko przędę. Kochana staruszka…
Tak czy owak, wróciłem.

Po wejściu znalazłem na podłodze kopertę, którą ktoś wsunął pod drzwi. „Babcia!” – ucieszyłem się. Ale nie, byłem w błędzie.
Otworzywszy kopertę znalazłem krótki liścik:
Sz.P. Bond, proszę o spotkanie w celu rozmowy dotyczącej WC i pana śledztwa. Proszę przyjść do kawiarni „Pinky Winky” na Południowej Alei o 20.00. Agent federalny Diego Cameron.

„Dziwaczne zaproszenie” – pomyślałem. Wychodziło na to, że agenci chcą tylko porozmawiać i nie mają złych zamiarów. Po krótkim wahaniu uznałem, że warto zaryzykować.

Kawiarnia Pinky Winky była nieprzyjemnym miejscem o budzącej niepokój kolorystyce. Gdy czekaliśmy z agentami na gorącą czekoladę, agent Cameron zaczął mówić.
- Panie Bond, darzy nas pan nieufnością, ale zupełnie niepotrzebnie. Jesteśmy po tej samej stronie – stronie prawa i sprawiedliwości. W trakcie naszego krótkiego śledztwa odkryliśmy niepokojące fakty dotyczące WestCorp. Podejrzane eksperymenty, zaginieni pracownicy, związki z mafią… Pragniemy wyjaśnić śmierć Philipa Smith oraz prześwietlić działanie WC. Chcemy, aby opowiedział nam pan ze szczegółami, czego dowiedział się pan podczas prowadzonego śledztwa.

Zatkało mnie. Nie takiego obrotu sytuacji się spodziewałem. Praworządni agenci – niebywałe. Prędzej spodziewałbym się dowiedzieć, że św. Mikołaj (w którego święcie wierzyłem) jednak nie istnieje. Z zadumy wyrwał mnie kelner, przynosząc gorącą czekoladę.
Agenci pociągnęli od razu duże łyki. Już miałem pójść w ich ślady, gdy ciasteczko z talerzyka spadło na ziemię. Zanurkowałem pod stół (nie mogło się zmarnować), gdy nagle…

tresc opcji glosow %
... rozległa się seria z Thompsona! Krzyk i krew! Agenci zostali ścięci morderczą serią! 3 33,3
... rozległ się dźwięk tłuczonego szkła i do kawiarni wpadł granat z dziwnym gazem! 2 22,2
... usłyszałem jak podszedł do nas chłopiec sprzedający róże... i nagle BUUUUMM! Chłopiec okazał się być samobójcą-terrorystą! 2 22,2
... do środka wpadła banda ruskich z pałami, maczetami i nożami, rzucając się na agentów! 2 22,2
... agenci padli na ziemię charcząc! Ich twarze były napuchnięte... zostali otruci! 0 0,0
... agent Cameron kopnął mnie z całej siły w twarz i straciłem przytomność! 0 0,0
suma: 9 100 :c)


Gdy opuściłem magazyn, mgła, w której tonęło nabrzeże, błyszczała już światłem poranka. Niewiele myśląc, ewakuowałem się z okolicy i złapałem taksówkę. Bałem się wrócić do mieszkania, więc udałem się do jednej z moich kryjówek. Znalazłszy się na miejscu, walnąłem się nieprzytomnie w wyro, pogrążając się w niespokojnych snach. Obudziwszy się wiele godzin później, wykonałem dwa telefony. Najpierw przekręciłem do Ariel. U pani Smith było wszystko OK, a ja na razie nie miałem siły na dalsze romanse (głowa wciąż bolała mnie niemiłosiernie od uderzenia pałką), więc szybko się rozłączyłem. Potem skontaktowałem się z moim kumplem Monkeyem. Postanowiłem go wtajemniczyć w intrygę i wspólnie ustalić dalszy plan działania.
Umówiłem się z nim w „Różowej Landrynce” na następny wieczór.

„Różowa Landrynka” była klubem, którego klientelę stanowiła ta część społeczeństwa, która lepiej bawi się w towarzystwie swojej własnej płci – jeśli wiecie, co mam na myśli. Ja co prawda byłem prawdziwym samcem, ale czasami tu bywałem – czułem się bezpiecznie, bowiem żaden z moich wrogów (tworzących całkiem długą listę) nie przestąpiłby progu tego szacownego lokalu.
Monkey z kolei był częstym bywalcem „Różowej Landrynki”, choć, jak zauważyłem, nigdy nie cieszył się zbytnią popularnością. Może to przez urodę – niski wzrost, przygarbiona sylwetka, długie ręce, silne owłosienie i jakby zbyt wielki nochal nie czyniły go zbyt atrakcyjnym. Mówiąc szczerze, Monkey wyglądał jak jakiś szympans – nigdy jednak nie powiedziałbym przyjacielowi tak okrutnej prawdy.
Już dłuższy czas czekałem i opędzałem się od natrętów, gdy wreszcie zjawił się detektyw. Odwiesił prochowiec i machnął ręką – kelner zaraz przyniósł nam po kuflu ciemnego piwa.
- Cześć stary! Nie uwierzysz, w jakie gówno się wpakowałem – zacząłem.
- Mhm.
- Zresztą, pewnie śledzisz na bieżąco, co? Nikt inny nie ma tylu wtyków w półświatku co ty…
- Mhm…
- To pewnie już wiesz, że Philip Smith zwinął z WC dokumentację narkotyku, Ambrozji? Potem capnęli mnie kolesie Byka Ławrowa, ale wywinąłem się dzięki nadludzkim umiejętnościom. Wiesz jednak, jaką mam słabość do pięknych kobiet… Dokumenty podstępnie wykradła mi Daria, siostra bliźniaczka żony Philipa, Ariel Smith.
- Mhm… Mhm...
- Teraz jestem trochę udupiony i nie wiem co robić, stary, pomożesz?
- Mhm.
- No dobra, to układamy plan.
- Mhm!
- Ej… ej… a w ogóle to co z tymi kolesiami z FBI, co to mieli przejąć dochodzenie od Policji? Są już?
- Mhm.
- Kurcze, sprawa jest bardzo śliska, co nie?
- Mhm...
- Mówiłeś mi ostatnio, że WC bierze udział w tajnych projektach rządowych… Myślisz, że Ambrozja ma coś z tym wspólnego? A raczej to coś, od czego Ambrozja jest produktem ubocznym… No wiesz o czym mówię, nie?
- Mhm.

Ech zawsze dobrze mi się gadało z Monkeyem. Może nie był zbyt wygadany, ale potrafił wszystkie informacje przekazać w bardzo zwięzły i konkretny sposób.
Nagle jednak moją uwagę zaprzątnęło zamieszanie przy wejściu. Panowie w czarnych płaszczach i garniturach rozglądali się, szukając czegoś. Coś nagle zaskoczyło w mojej głowie.
- Stary, to FBI? – wskazałem palcem (nierozsądnie, bo to zwróciło ich uwagę na mnie)
Monkey wstał, spojrzał i potwierdził:
- Mhm!
- Jak nic chodzi im o mnie! Monkey, powiedziałeś im, że się tu się spotykamy?
Detektyw tylko spojrzał na mnie z wyrzutem.
- W mordę! Musieli cię śledzić. Ale czego ode mnie chcą? Jak nic współpracują ze strażą pałacową WC. Muszę zwiewać!
Monkey wskazał mi ręką wyjście na zaplecze, a sam odwrócił się w stronę nadchodzących agentów. Naprężył muskuły i strzyknął kośćmi pięści. Wyraźnie chciał mnie bronić. Ale czy miał jakiekolwiek szanse w starciu z trzema przeciwnikami?

Co zrobić, pomyślałem… A ty, jak sądzisz, co zrobiłem?

tresc opcji glosow %
Wrzasnąłem, wskazując wejście "Patrzcie, to John Travolta" - po czym wykorzystując nieuwagę agentów rzuciłem się do wyjścia? 4 44,4
Spróbowałem napuścić bywalców knajpy na agentów? 3 33,3
Spróbowałem się dogadać z agentami? 1 11,1
Powiedziałem - "Raz kozie śmierć. Wszak jestem Bond, John Bond" - i rzuciłem się z pięściami na agentów? 1 11,1
Zrejterowałem tylnym wyjściem, pozwalając, aby Monkey rozprawił się z agentami? 0 0,0
suma: 9 100 :c)


- O! Pewnie mam eee… przyjemność… z panem Ławrowem? Wiele dobrego o szanownym panie słyszałem – desperacko usiłowałem zmienić atmosferę na nieco bardziej kulturalną. Niestety tylko rozbawiłem Byka. Jego rechot był naprawdę przerażający.
Spróbowałem jeszcze raz:
- Ambrozja… Słyszałem o tym coś… To nowy rodzaj sterydów? – szczerze mówiąc nie bardzo jakoś przyszło mi coś lepszego do głowy, aby dowiedzieć się czegoś o Ambrozji.
- No coś ty chłopcze… Pakujesz się w gówno i nie panimaju nawet dlaczego?
- Eee… przepraszam za kłopot? – naprawdę BARDZO chciałem zdobyć przychylność mafioza.
- Ambrozja, chłopcze… Tak naprawdę to tylko produkt uboczny eksperymentów WestCorp. Pan Smith postanowił nieco się wzbogacić, sprzedając nam dokumentację. Oczywiście najpierw zaoferował nam próbkę… I wierz mi – oczy Byka rozszerzyły się, zobaczyłem w nich niemal ekstazę, gdy wspominał Ambrozję – to daje zajebistego kopa. Nic nie daje takiego kopa. Niczewo.
Na dłuższą chwilę zapadło milczenie, a potem Byk się otrząsnął.
- Szkoda, że zatłukli Smitha, ale na szczęście mam to, co chciałem. Ale chwatit etowo. Zabierzcie się za niego.
Byk wstał, otworzył drzwi i ruszył w górę po schodach. Jeden z jego chłopaków, dres o twarzy buldoga, wziął w rękę młotek i uśmiechnął się szeroko, ukazując liczne braki w uzębieniu. O w mordę, na co mu młotek??? [od MG – to już byłoby dobre pytanie ankietowe :)]
Nagle z góry dobiegł krzyk i tumult. Byk Ławrow hukiem stoczył się ze schodów i zaległ nieruchomo. Dwóch jego ludzi nawet nie zdążyło zareagować, gdy w drzwiach stanęła czarnowłosa piękność. BAM! BAM! Dwa strzały, dwa trupy. Chłopcy Byka runęli na ziemię jak worki kartofli.
Daria uważnie przestąpiła nad nieprzytomnym Bykiem.
- Oj kochanie, kłopoty? – pochyliła się nade mną i … mówię ci, to był najbardziej namiętny pocałunek, jakiego doświadczyłem w życiu. Zakręciło mi się w głowie. Niczym przez mgłę zobaczyłem, jak Daria wyciąga z rąk Ławrowa dokumenty, przesyła mi całusa dłonią i znika na schodach.
- Ej, ale mogłabyś mnie rozwiązać! – nagle oprzytomniałem, jednak kobieta już zniknęła.
Musiałem radzić sobie sam. Dłuższą chwilę zabrało mi rozplątanie więzów, ale ja, Bond, John Bond, nie takimi umiejętnościami dysponuję, więc dałem radę. Zauważyłem swój rewolwer i prochowiec – zabrałem oba.
Byk zaczął się ruszać, więc postanowiłem się ewakuować. Wydostałem się z budynku – pustego magazynu na nabrzeżu. Jesteś ciekaw, co potem zrobiłem?

tresc opcji glosow %
Skontaktowałem się z moim kumplem detektywem Monkeyem, aby zapytać co on na to wszystko? 3 37,5
Po odczekaniu odpowiedniego czasu, zaoferowałem Bykowi Ławrowi współpracę w odzyskaniu dokumentacji? 2 25,0
Wyruszyłem do siedziby WC, aby obserwować budynek (i może złapać Darię)? 2 25,0
Wróciłem do biura przemyśleć sprawę nad buteleczką whiskey? 1 12,5
Skontaktowałem się z Ariel, aby ustalić dalszy kierunek postępowania? (było nie było, śledztwo chyba już zostało zakończone) 0 0,0
suma: 8 100 :c)


O kurcze, skąd wiedziałeś, że to właśnie powiedziałem? Ale owszem, rzekłem:
- Bejbe, jestem Bond, John Bond. Kule tego kalibru to ja przyjmuję na klatę...
W oczach Darii zamigotały ogniki. W pierwszej chwili pomyślałem, że jest na mnie po prostu napalona… Ale jednak nie. Jej dłoń trzymająca rewolwer przesunęła się lekko i nagle poczułem, że jestem bliżej śmierci niż kiedykolwiek przedtem… Wszystko zamarło i zapadła głucha cisza…
A w ciszy rozległ się basowy głos:
- Hej paniusiu, wzojdi nam z doroga. Byk Ławrow ma interes do tego frajera.
Dziewczyna odsunęła się zaskoczona. Cisza nie była złudzeniem, bo rzeczywiście muzyka zamilkła, a goście byli w trakcie szybkiej ewakuacji się z baru. Nie dziwota. Czterech gości o posturze goryli i kaprawych mordach, w płaszczach i kapeluszach, robiło wrażenie. Jeden z nich trzymał krótką pałkę.
- Panowie - uśmiechnąłem się sztucznie, zrywając na równe nogi – to jakaś pomyłka. Ja i moja żona – tu usiłowałem klepnąć Darię siarczyście w tyłek, niestety bezskutecznie – pijemy tu sobie tylko drineczka…
Mój urok osobisty zawiódł. Goryl z pałką zamachnął się i nagle osunąłem się w otchłań nieświadomości…

Obudziłem się nagle, jakby polany kubłem zimnej wody. Po chwili zdałem sobie sprawę, że nie było to tylko wrażenie… Niestety nie był to też śmigus dyngus… Facet z pustym już wiadrem odsunął się. Byłem w jakiejś piwnicy, na krześle, związany i bezradny.
Barczysty facet w granatowym garniturze, miętoląc w zębach cygaro, siedział naprzeciwko mnie, przyglądając mi się spod ciężkich powiek. Na stoliku obok leżał stos znajomych dokumentów.
- Ot sabaka. Obudził się. Zamieczatielno. Wiesz, prijatelu. W sumie nic do ciebie nie mam. Dokumentacja Ambrozji jest. Niby ok. Ale nie. Nikołaj ma do ciebie sprawę. Źle go ty rascjenil. A to w końcu mój czjelowek. Więc teraz twoja kolej.

O w mordę. Nie jest dobrze. A wręcz jest bardzo, bardzo źle… Pewnie żywy stąd nie wyjdę... Zastanawiasz, co zrobiłem?

tresc opcji glosow %
Usiłowałeś sprowokować go, aby jak najwięcej powiedział ci o Ambrozji, zanim zaczną się tortury? 4 36,4
Dzielnie przyjąłeś tortury, powtarzając sobie: „Jestem Bond, John Bond.” 3 27,3
Usiłowałeś przekonać Byka, że nie ma całej dokumentacji, a ty zabierzesz go tam, gdzie schowałeś resztę? 2 18,2
Zaproponowałeś wódeczkę na zgodę? 2 18,2
Zacząłeś blefować, że cały czas jesteś śledzony przez FBI i zaraz wpadnie tu brygada antyterrorystyczna? 0 0,0
suma: 11 100 :c)


Z żalem rozstałem się z Ariel, ale wszak co się odwlecze, to nie uciecze...
Trafiłem zatem do mojego ulubionego baru ze striptizem "Year '69". Zawsze zastanawiało mnie, o co chodzi z tą nazwą. Jednak kiedy pytałem o nią którąś z uroczych, półnagich kelnerek, to tylko uśmiechały się tajemniczo.
Przysiadłem w kącie nad dokumentami, wraz z cygarem i whisky.

Po kilku godzinach głowa bolała mnie straszliwie. Mnóstwo wzorów chemicznych, obliczeń, trudnych słów... Po obrazkach (i podpisach pod nimi) jednak zrozumiałem, że Westcorp wytwarzał w swoim tajnym laboratorium jakieś podejrzane chemikalia. Szefem laboratorium był oczywiście Philip Smith.

Zacząłem zastanawiać się co dalej... Ale los rozstrzygnął za mnie.

Owionął mnie zapach najlepszych, orzechowych perfum. Uwielbiam orzechy... Jej piękne dłonie i krwistoczerwone paznokcie... Podniosłem wzrok. To była ona! Kruczoczarne włosy, kapelusz, prochowiec... Przy okazji, czy wspomniałem, że jedną dłoń trzymała schowaną w połach płaszcza, lecz ja wyraźnie widziałem zarys wycelowanego we mnie rewolweru?
Daria pochyliła się nade mną i uśmiechając się rzekła:
- Kochanie, masz coś, co należy do mnie...

Hmn...
Co prawda jestem silny jak lew i szybki jak antylopa, a kule z rewolweru przyjmuję na (mocno owłosioną) klatę, ale burda w "69" trochę by zepsuła moją i tak słabą reputację.

I wiesz co zrobiłem?


tresc opcji glosow %
Powiedziałeś: "Bejbe, jestem Bond, John Bond. Kule tego kalibru to ja przyjmuję na klatę." 4 44,4
Spróbowałeś ją poderwać? ("Ej kochanie, a może pokażę ci MOJĄ spluwę?") 3 33,3
Spróbowałeś ją rozbroić? 1 11,1
Uśmiechając się szelmowsko rzekłeś: "Spójrz na tą striptizerkę. Fajny ma lewy cycek, co nie?" 1 11,1
Wymownie spojrzałeś za jej plecy mówiąc: "Kochanie, za tobą stoi kilku gości z ruskiej mafii" 0 0,0
suma: 9 100 :c)


Nie było co czekać. Nie, żebym się bał WC (no, może w dzieciństwie trochę tam straszyło), ale jednak musiałem zadbać o będącą pod moją ochroną "damę w opresji". Wypadliśmy na zewnątrz, a przed moimi oczami stanęło cudo...
Czerwone Alfa Romeo Montreal... silnik rajdowy Tipo 33 (aluminiowy motor V8 z czterema wałkami rozrządu i mechanicznym wtryskiem paliwa, wał korbowy ze stali wolframowej)... pojemność 2,6l, 200 KM, prędkość do 220 km/h, do setki 7,4s... hmn... co prawda na samochodach się nie znałem i nie bardzo wiedziałem, o czym mówię, ale wyczytałem to wczoraj w gazecie motoryzacyjnej i brzmiało nieźle.

Pomknęliśmy z rykiem silnika. Rozwaliłem tylną bramę i ruszyłem ku miastu.
Nagle sru! i za mną pojawił się samochód z logiem WC. Ach, pościg rodem z filmów! Pisk opon, nagłe skręty, zapach palonej gumy... błędnik... ej, Ariel, nie na mnie!... Wpadliśmy w ciemne zaułki. Nieliczni ludzie uskakiwali z krzykiem, kosze na śmieci leciały na boki... Wreszcie na ostrym zakręcie ścigający nie wyrobili i z głośnym brzękiem wpadli prosto w szybę wystawową sklepu.

Odjechawszy na bok, zastanowiłem się co teraz. Pewne jest, że musiałem zerknąć na zdobyczną dokumentację. Ale co tu zrobić z Mrs. Ariel? Jak myślisz, co zrobiłem?

tresc opcji glosow %
Wynająłeś lokum w hotelu dla ciebie i Ariel i spróbowałeś ją poderwać? 5 35,7
Wywaliłeś Ariel na ulicy gdzieś pod hotelem, a sam pojechałeś do baru, aby tam przy whiskey i cygarze poczytać dokumenty? 5 35,7
Zabrałeś Ariel samochodem na wzgórze nad miastem, aby w romantycznej atmosferze, przy rozświetlonym mieście i niebem pełnym gwiazd wyznać jej twoje, hmn, uczucia? 2 14,3
Pojechaliście do biura by zapoznać się z dokumentacją? 1 7,1
Zadzwoniłeś do detektywa Monkeya, bo orłem w podstawówce nie byłeś i z dokumentacji i tak nic byś nie zrozumiał? 1 7,1
suma: 14 100 :c)


Kulturalnie wyprosiłem panią Smith z salonu i poprosiłem, aby nie przeszkadzała przez czas trwania przesłuchania.

Kiedy po jakimś czasie wszedłem do gabinetu, gdzie czekała, dostrzegłem, że jest blada jak ściana i zauważalnie się trzęsie. Czyżby coś brała? Mnóstwo narkomanów w tych wyższych sferach... Ale nie, skonstatowałem. Pewnie chodzi o to, że przez ostatnią godzinę z salonu dobiegały odgłosy uderzeń i krzyki maltretowanego więźnia, a ja właśnie wycierałem chusteczką krew z rąk. Cóż, te słabe kobiece nerwy...
- Wszystko już jasne, moja dro... eee, pani Smith. Ten włamywacz, Nikoś - wskazałem lekceważąco kciukiem za siebie - jest z ruskiej mafii. Przybył tu z polecenia samego Byka Ławrowa, szefa mafii. Miał znaleźć jakąś dokumentację chemiczną... I trudna część - pani mąż podobno współpracował z Ławrowem. Ta dokumentacja została wyciągnięta dla mafii z Westcorp.
Kobieta była w szoku i protestowała. Przekonałem ją jednak, żeby poszukać tej dokumentacji i wtedy się zastanowić co dalej.
- Gdzie denat... tfu, pan Philip, mógł trzymać ważną dokumentację? Może macie sejf?
- Tak, jest sejf...
Sprawdziliśmy. Ariel znała kod do sejfu, tradycyjnie ukrytego za obrazem, więc nie było problemu z jego otwarciem. W środku znajdowało się sporo plików banknotów, kaseta z biżuterią... i skoroszyt z dokumentami. Chwyciłem skoroszyt. Na okładce widniało logo WC... znaczy się, Westcorp. Rzut okiem na zawartość ujawnił całą masę niezrozumiałych wzorów, objaśnień i obliczeń matematycznych.
Badanie przerwał nagły hałas dochodzący z zewnątrz. Dopadliśmy okna. Przed bramą posesji pojawiło się kilka samochodów, zaczęli z nich wypadać jacyś mundurowi.
Zadzwonił domofon. Skonsternowani udaliśmy się wspólnie do hallu, mijając nieprzytomnego Ruskiego.
Na ekranie przekazującym obraz z kamery przy bramie, widać było zniecierpliwionego mężczyznę w mundurze z logiem WC. Ocho, to tzw."straż pałacowa" Westcorp...
Zapytałem Ariel o drogę ewakuacji. Powiedziała, że jest tylna brama, a za domem stoi samochód. Poprosiłem ją więc o przeprowadzenie rozmowy.
- Kto tam?
- Edmund Morris, szef ochrony ochron Westcorp. Pani mąż nielegalnie zawłaszczył sobie ściśle tajne dokumenty korporacji. Musimy je koniecznie odzyskać.
- Nie możecie przyjechać rano?
- Musimy je zabrać NATYCHMIAST. Proszę zrozumieć, pani też będzie miała kłopoty, jeśli okaże się, że pan Philip był złodziejem. A my zabierzemy papiery i sprawę uznamy za zamkniętą. Proszę nie utrudniać...
Rozmowa trwała kilka minut, podczas gdy Morris denerwował się coraz bardziej. Gdy Ariel powołała sie na Policję, Morris tylko się zaśmiał. Machnął ręką i kilku jego ludzi zaczęło przeskakiwać przez bramę.
- Pani Smith, proszę być rozsądną, my musimy mieć te dokumenty...

Historia się komplikuje, prawda? Stanąłem przed dylematem, co dalej...

tresc opcji glosow %
Wziąć dokumenty oraz Ariel i uciekać? 4 44,4
Wziąć dokumenty i uciekać? (przecież nic jej nie zrobią...) 2 22,2
Wziąć dokumenty i uciekać, przy okazji niepostrzeżenie zagarniając do kieszeni "trochę" forsy? 2 22,2
Wziąć dokumenty i uciekać, przy okazji kulka w łeb Nikosiowi? 1 11,1
Oddać dokumenty Morrisowi? 0 0,0
Wezwać policję? 0 0,0
suma: 9 100 :c)


Co ty mi wkręcasz? Że co zrobiłem? Wcale nie! Bo ja tchórzem nie jestem i nie uciekam w takich sytuacjach.
Cicho wysiadłem z samochodu, przekradłem się nad ogrodzeniem i krok za krokiem zbliżyłem się do włamywacza. Gdy otworzył okno i zaczął wchodzić do środka, podskoczyłem i jednym szarpnięciem... ściągnąłem mu portki. Wierz mi taka taktyka JEST skuteczna. Odwrócił się zaskoczony, a jego naturalnym odruchem było sięgnięcie w dół, aby wciągnąć spodnie. Wtedy obezwładniłem go serią kopniaków i uderzeń.
Jakiś czas później intruz, przywiązany do krzesła, siedział w salonie. Ariel Smith, w ślicznej podomce, czekała w pokoju obok. Więzień okazał się siwiejącym, zarośniętym drabem. Oczy jednak miał bystre.
- A więc mój drogi - zasiadłem naprzeciwko - gadaj kim jesteś, czego szukałeś w gabinecie pana Smith i na czyje zlecenie pracujesz?
- Ja ni panimaju - zaśmiał się więzień.
Hm, Rosjanin. I w dodatku nie mówi po angielsku. Co by tu zrobić...

tresc opcji glosow %
Włamywacz łże w żywe oczy. Pewnie, że rozumie, tylko udaje. Kilka złamanych kości rozwiąże mu język... 4 30,8
Włamywacz łże w żywe oczy. Postraszę go rewolwerem, to zmięknie. 3 23,1
Wódka! To jest rozwiązanie! Upijemy się, a jak wiadomo, wódka nie tylko rozwiązuje języki, ale umożliwia zniesienie bariery językowej... 3 23,1
Hm, może powinienem się przedstawić? Może nie wie, że ma do czynienia z Bondem, Johnem Bondem... 3 23,1
Spróbuję porozumieć się na migi. Przy tym postraszę go rewolwerem, co by wiedział, że nie żartuję. 0 0,0
Wezwę Policję. Włamywacz to nie mój problem. 0 0,0
suma: 13 100 :c)


Skoro już trafiły mi się pieniądze, postanowiłem zaszaleć. Sauna, masaż, dobre winko... Następny dzień spędziłem na takich wariactwach. Wreszcie wyglądałem jak człowiek - ogolony, czysty, w nowym prochowcu... Ach.... Jakem Bond, John Bond, dawno nie czułem się tak dobrze.
Wieczorem postanowiłem jednak wreszcie zabrać się do pracy. Ruszyłem więc do domu państwa Smith. Być może tam udałoby mi się znaleźć jakieś ciekawe tropy, prowadzące do odnalezienia zabójczyni i odkrycia motywów zbrodni.
Dom państwa Smith okazał się być właściwie sporą posiadłością, położoną pod miastem. Otoczony wysokim płotem, z olbrzymimi trawnikami, małym parkiem wewnątrz, parkingiem z kilkoma samochodami, robił naprawdę imponujące wrażenie. Duże okna były ciemne, jedynie na piętrze rozjaśnione było jedno z nich.
Zajechałem pod bramę samochodem. Już chciałem nacisnąć przycisk domofonu, gdy w świetle księżyca zobaczyłem pochyloną postać, przemykającą wzdłuż ściany domu. Hm, wyglądała jak ninja... Nieco otępiale patrzyłem, jak zaczęła majstrować coś przy jednym z okien. Włamywacz! Nie zauważył mnie, pewnie dlatego, że światła przez tą stłuczkę sprzed trzech dni nie działały. Pewnie się zastanawiasz, co zrobiłem?

tresc opcji glosow %
Przeskoczyłeś po cichu ogrodzenie, aby zaskoczyć i dorwać złodzieja? 5 41,7
Wykrzyknąłeś na całe gardło: "Poddaj się, jestem Bond, John Bond!"? 4 33,3
Zacząłeś jak oszalały wydzwaniać domofonem żeby zwrócić uwagę domowników? 2 16,7
Zacząłeś trąbić klaksonem by przestraszyć złodzieja? 1 8,3
suma: 12 100 :c)


(c) 2001, 2002 by coatFreak
Twoje IP: 91.225.134.28